Adresy (nie)publiczne
Marek Futręga dał się troszeczkę we znaki pewnej firmie i teraz ta firma ponoć szuka prawnika.
Chyba w 1999 roku napisałem prosty skrypt – Referer logger – którym z zamiłowaniem śledziłem skąd użytkownicy trafiają na moje strony. Systemy CMS były wtedy jeszcze w epoce kamienia łupanego i niejedno udało mi się zobaczyć…
Raz ktoś kliknął w adres szewo.com w panelu administracyjnym jednego z największych (wtedy) adserwerów, pracującego na potrzeby największych (wtedy) serwisów internetowych w Polsce. Tak się stało, że gdy kilknąłem adres, który do mnie odsyłał stałem się administratorem tego systemu – z dostępem do pełnych statystyk i możliwością zarządzania kampaniami reklamowymi. Zrobiłem kilka zrzutów ekranowych i wysłałem do operatora systemu z sugestią, żeby sobie pewne rzeczy pozabezpieczali, bo ich klienci nie byliby zadowoleni, gdybym wystawił ten adres na forum.
Telefon zadzwonił szybko. Zagrozili sądem, więzieniem, zniszczeniem. A ja przecież tylko kliknąłem ogólnodostępny w Internecie odsyłacz. Stresowałem ich do wieczora i wreszcie opowiedziałem jak stałem się hakerem za pomocą banalnego skryptu.
Miliona dolarów nie dostałem. Zresztą to były inne czasy – jeszcze przed pierwszą internetową bańką.
Jakiś czas potem przysłali serdeczne podziękowania i bilety do kina w mieście oddalonym ode mnie o jakies 300 km.
To były inne czasy…



2 komentarzy do Adresy (nie)publiczne
Generally I do not post on blogs, but I would like to say that this post really forced me to do so! really nice post.
Ja bym ten milion dolców wyrwał…