Polska blogos(y)fera publicystyczna
W ostatnich dniach Wojtek Orliński na swoim blogu opisał dość mało znaczący incydent wyborów samorządowych jako ilustrację jakości polskiej prawicy w ogóle. Można się z nim zgodzić (lub nie). Sprawa dotyczy Bogny Janke, która wystartowała w wyborach samorządowych i nie została wybrana. Jedną z przyczyn tej porażki miała być jej nieświadomość w jakim okręgu wyborczym startuje. Kampanię wyborczą prowadziła w innym okręgu niż startowała, co nazwała na swoim blogu Wyborczą grandą w Konstancinie.
Mniejsza o to, czy od osoby ubiegającej się o możliwość podejmowania decyzji w imieniu innych można wymagać ogarnięcia formalności związanych z własną kandydaturą. Wyborcy zdecydowali, shit happens.
W całej tej sprawie ciekawa jest dyskusja, która na blogach Bogny Janke i Wojtka Orlińskiego rozgorzała .
czytaj dalej ›
Powtarzać jak Kataryna
Cała sprawa Kataryny interesuje w zasadzie tylko Warszawkę – tu się wypada zgodzić z Faktem.
Pomijając meritum sprawy dotyczącej tej blogerki i tego kto ma rację, dziwi mnie jak dalece szefowie Dziennika nie rozumieją Internetu. W chwili, w której istnieje jeszcze szansa na uratowanie marki gazety poprzez przeniesienie jej do sieci dają się poznać jako kompletnie nie czujący tego medium.
Dowody:
Zwłaszcza forma tego pierwszego jest piękna. Jak można być dziennikarzem żyjąc w takim oderwaniu od społeczeństwa, dla którego się pisze (fragment o filmie Matrix). Jak można robić biznes, nie rozumiejąc kompletnie swojego produktu (bo produktem gazety są czytelnicy, których się sprzedaje reklamodawcom). Wyjaśnienie w PS jest niewiarygodne, bo wyżej autor przekonał mnie już, że naprawdę wierzy w to, co pisze.
Nie tak dawno temu ktoś inny stwierdził, że internauci to ci, co piją piwo w przerwach między oglądaniem pornografii z sieci. Ten ktoś potem przegrał.
Jak kataryna trzeba powtarzać, że bawiąc się w media trzeba rozumieć, czym one teraz są.
O, fajnie nawet zabrzamiło.
