Spis treści
Hiszpańscy misjonarze kolonizujac Kalifornię nadawali kolejnym przyszłym miastom nazwy od imion świętych patronów. Mamy więc San Francisco, San Bernardino, S. Diego, S. Jose, Santa Barbara, S. Monica, S. Cruz, i tak dalej. Mamy Święty Sakrament – Sacramento.
My dojeżdżamy do miejscowości o niekatolickiej nazwie. Budowało tu dwóch deweloperów i każdy inaczej nazywał swoje osiedla. Doszli do wniosku, że biznesowi dobrze zrobi dobra jedna nazwa miejscówki i rzucili monetą. Wygrał John Merrill, który przyjechał tu z Nowego Jorku, więc zaproponował oryginalną nazwę: Manhattan.
Miasto Matki Bożej Królowej Aniołów rzeki Porciúncula (hiszp. El Pueblo de Nuestra Señora la Reina de los Ángeles del Río de Porciúncula) jest tuż za rogiem. Nazywają je w skrócie Los Angeles.

Mężczyzna w samochodzie, który na tablicach rejestracyjnych ma litery D-FENS wygląda jak wzorowy obywatel. Michael Douglas w okularach o urzędniczych metalowych oprawkach. Krawat, długopisy w kieszeni białej koszuli, nuda. Stracił pracę inżyniera, rozwiódł się z żoną, przez korki spóźni się na urodziny córki. Upał jak diabli, klimatyzacja wysiadła, nie da się uchylić szyby. W aucie bzyczy mucha.
Chce zadzwonić z automatu do byłej, ale kolo w sklepie nie chce mu rozmienić dolara i mówi, że trzeba coś kupić. Po chwili D-FENS wychodzi z zdemolowanego sklepu z bejsbolem w ręku. Ulało mu się.
Świetny film.
W Los Angeles każdy może się poczuć jak D-FENS, nawet jeśli z żoną i pracą jest wszystko ok.
Aglomeracja Los Angeles to testowanie na ludziach Paradoksu Braessa, zgodnie z którym wraz z dokładaniem liczby ulic czas podróży samochodem wzrasta. Oto do czego doprowadziło rozładowywanie korków na siedmiopasmowych ulicach budowaniem obok takich samych dróg równoległych.


Film kończy się na molo Manhattan Beach. D-FENS stojąc naprzeciw detektywa Prendergasta sięga do kieszeni po pistolet. Policjant oddaje śmiertelny strzał, Michael Douglas wpada do oceanu. Pistolet okazał się być plastikową zabawką.
Manhattan Beach

O zachodzie Słońca też ładnie.

Obserwatorium Griffitha
Obserwatorium Griffitha miało zapewnić dostęp do nauki i to się chyba udało. Parkingi na wzgórzu są pełne, drogi dojazdowe zastawione.

Wystawa w środku jest bardzo spoko. Przed samym budynkiem szukamy polskich akcentów i mamy – Mikołaj Kopernik wśród największych.

Trzeba uczciwie dodać, że wzgórze oprócz doznań astronomicznych oferuje najlepszy widok na Los Angeles i słynny napis Hollywood na zboczu.


Napis Hollywood z bliska
Samo Hollywood z tymi wszystkimi gwiazdami w chodniku i brudem jest nieciekawe (tak było wcześniejszym razem). Skupmy się na słynnym napisie, bo niewiele jest miejsc, do których można podjechać samochodem i go zobaczyć możliwie z bliska. Oprócz obserwatorium astronomicznego jest park przy Jeziorze Hollywood, do którego można podjechać, ale podobnie trudno znaleźć miejsce do parkowania.

Można stamtąd ruszyć na pieszą wycieczką w pobliże samego napisu na wzgórzu, po którym wije się słynna Mulholland Drive. Droga nie jest w żaden sposób oznakowana, a w zasadzie jest oznakowana w taki sposób, żeby ewentualnych chętnych maksymalnie zniechęcić.

Kluczowe jest znalezienie ostatniego numeru Mulholland 6101. Tam znajduje się brama, dalej zamknięte koniec, dead-end. Ale okazuje się że po lewej znajduje się przejście – niewidoczne od razu.

Dalej już trzeba iść drogą, głównie po starym asfalcie.

Napis przez chwilę jest nawet blisko, ale potem droga prowadzi po drugiej stronie zbocza.

Na jej końcu mamy napis pod sobą.


Warner Bros Studio
Siedziba główna Warner Bros znajduje się w zasadzie w Burbank pod Los Angeles, ale znaczenia nie ma to w zasadzie żadnego. Granice jednostek administracyjnych w tej aglomeracji są niewidoczne dla kogoś, kto tam wpada bez zamiaru osiedlenia się.
W produkcyjnych salach można sobie pooglądać kulisy produkcji wielu filmów i programów telewizyjnych, usiąść na kanapie Przyjaciół i takie tam.

Jedna z wielu hal – Stage 19 służy od lat trzydziestych. Produkowano tam dziesiątki tytułów od Życia Emila Zoli w 1937, przez Zabójczą broń II, Ocean’s Eleven po jakieś nowe tytuły z ostatnich lat.
Między halami są pobudowane kawałki miasta, które składa się wyłącznie z fasad. Te budynki w większości są puste w środku i grały w dziesiątkach produkcji – jako Nowy York, Paryż i inne lokacje. Delikatną kosmetyka, rozstawieniem samochodów, ewentualne przemalowaniem można z tego wycisnąć naprawdę wiele.

Santa Monica
Zatłoczone plaże Santa Monica z kultowym znakiem końca Route 66 (początek mamy w Chicago) to takie amerykańskie Scheveningen, Sopot. Jest jakiś urok, ale niefajnie, bo tłumy.

Kosmiczne miasto
W Los Angeles koniecznie trzeba odwiedzić Centrum Nauki i prom kosmiczny Discovery. Niestety, tym razem ekspozycja jest w remoncie. Zamiast muzealnych statków kosmicznych, pojedziemy na północ zobaczyć start rakiety SpaceX Falcon 9.










