Przemiła obsługa recepcji hotelu daję nam radę po znajomości i wręcza przygotowany wcześniej wydruk mapy z rekomendowaną miejscówką i instrukcją, jak tam dojechać. Przy hotelowym basenie dowiadujemy się, że tę samą radę po znajomości dostała rodzina Japończyków i jacyś Francuzi też. Ale mają nikomu nie mówić.
Wcześniej sprawdziliśmy drogę Harris Grade na wzgórze. Ponad poziomem idącej od Pacyfiku mgły powinno być widoczne stanowisko startowe. I w sumie jest, ale drżące w upale powietrze tak zniekształca widok, że gdyby miał stamtąd startować Pałac Kultury i Nauki, wyglądało by to podobnie. Osiem godzin do startu, Falcon 9 jeszcze w pozycji horyzontalnej, a w sedanie na blachach ze stanu Waszyngton już siedzi kolega i czeka. Wieczorem będzie tu więcej takich.

Podczas startów z kompleksu startowego SLC-4 zamykana jest plaża Ocean Park. Skrzyżowanie Ocean Avenue i Renwick Avenue zamyka wojsko, ale to dobre miejsce, choć ma dwie wady – kompleks startowy jest przesłonięty przez wzgórze i nie widać momentu startu. Ponadto często te okolice przesłaniają nadchodzące znad Pacyfiku mgły.
Wieczorem parkujemy we wskazanym – po znajomości – miejscu na zwykłym podmiejskim osiedlu z widokiem na bazę Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych w Vanderberg, miejscu stacjonowania 30 Skrzydła Kosmicznego. Właściciel domu, przy którym stoimy wyprowadza na spacer właśnie swoje dwa psy. Jeśli faktycznie, jak mówimy, dzisiaj kolejny start, to radzi przygotować się na niezły hałas. Słyszymy jak wchodzi do domu, po chwili włączają się zraszacze podlewające trawę na jego działce. Dla niego to nie jest atrakcja, ale wspomina, że swoje już widział i często poluje przy SLC-6.

Rakieta na siedem minut przed startem w transmisji startu (zdjęcia – SpaceX).

Starty SpaceX na Florydzie to widowisko z tysiącami widzów na plażach Cocoa Beach. Przylądek Canaveral to port otwarty na oczy publiczności. Tam startują rakiety wynoszące satelity na orbity równikowe i geostacjonarne. Komu by się chciało przyjeżdżać na takie zadupie.

Tu w Kalifornii jest zupełnie inaczej.
Widok mamy dobry. Rakieta stoi, czeka. Dolną część przesłania jakies wzgórze po drodze, ale kto by narzekał. Podglądamy proces tankowania kerozyny i ciekłego tlenu do obydwu stopni. Mgła jest, ale wyżej nad miejscem startowym. Trudno, nie uda się uwiecznić idealnego łuku lotu.
Z kompleksu startowego SLC-6 startowały wszystkie najważniejsze rakiety amerykańskich programów rakiet balistycznych i kosmicznych: Thor i Atlas – prototypu broni jądrowego odstraszania i przodkowie cywilnych rakiet nośnych, Titan II, IIB, IV – zimnowojenne rakiety wynoszące satelity szpiegowskie serii Corona i KH, Minuteman – podstawa amerykańskiego arsenały jądrowego do użycia w każdej chwili, Delta II i Delta IV Heavy – wynoszące ciężkie ładunki na orbity biegunowe.

Dzisiaj baza bierze udział także w programach komercyjnych. Stąd startują rakiety Falcon 9 i Falcon Heavy od SpaceX. Stąd startować będzie rakieta New Glenn od Blue Origin.
Misja Starlink 17-49 to już piąty start tego egzemplarza B1103 pierwszego stopnia rakiety.
Nasłuchujemy korespondencji radiowej i weryfikacji checklisty aż do kluczowe Go for launch. Odległość około dziesięć mil, ale robi się jasno i w ciszy sunie kiełbasa ku górze. Na chwilę znika w chmurze, a potem widzimy ją aż do zgaszania silnika i odrzucenie pierwszego stopnia.

Dźwięk potrzebuje 47 sekund. Gdy jest w zasadzie po akcji dochodzi huk zdarzeń i dziewięciu silników Merlin 1D, które miały miejsce minutę wcześniej.
Misja zakończona sukcesem. Wyniesiono 24 satelity Starlink v2 mini. Pierwszy stopień rakiety bezpiecznie wylądował na barce Of Course I Still Love You pływającej na Oceanie Spokojnym.
Przez pewien czas, do osiągnięcie przez nie docelowej orbity, satelity można obserwować gołym okiem także z Polski.

